Co zrobić jeśli zakochacie się w wariatce? Uwierzyć jej.

„Posłuchajcie” prawdziwej opowieści:
Weszłam do pokoju na samym początku historii ciągniętej
przez koleżankę:
Człowiek pewien (jej znajomy) zakupił był dom, mieszkanie
raczej, w bloku. Z radości okrutnej zaprosił wielu ludzi na parapetówkę, w porę
się zreflektowawszy, że z racji ograniczenia miejsca, musi podzielić imprezę na
dwie tury.

W chwili kiedy opowieść się toczyła, jedna tura się
odbyła, koleżanka szła w następną sobotę na kolejną turę. Cały wic polegał na
tym co stało się na inauguracji parapetowej.
Z racji faktu, iż towarzystwo
złożyło się na prezent, właściciel nowego mieszkania otrzymał sprzęt narciarski.
Tak jak tego pragnął. Narty, kombinezon, gogle, buty, cały
komplet.
Impreza trwa, wszyscy świetnie się bawią, nagle
ktoś z gości zauważył brak sprzętu.. Konsternacja, szybkie rozeznanie. Ustalono,
że brak jednego z gości.
Niespodziewanie, wpada tenże właśnie do mieszkania
z nartami w ręku, ubrany od stóp do głów w zagubiony prezent. Przerażony,
mamrocze, że kogoś zabił. Pijany, a jakże, rozweselił wszystkich i impreza
toczyła się dalej.
Następnego dnia, z wyrzutami sumienia, zagubiony
gość zwierzył się właścicielowi nowego mieszkania, że potrącił na schodach
starszą kobietę w trakcie parapetówki i uciekł zanim przyjechało pogotowie.
W
te pędy więc zaczęli szukać wśród sąsiadów kobiety odpowiadającej rysopisowi.
Nie mogło tak być, ładnie się przedstawił nowy sąsiad w klatce.
Znaleźli w
końcu, pukają do drzwi, otwiera młoda kobieta. Nie ma mamy – mówi.
Dopytują
gdzie i kiedy można ją spotkać.
Nie ma jej w domu i nieprędko będzie, przebywa w
szpitalu.
- W którym? – struchleli pytający – co jej jest,
można ją odwiedzić
?
- Na Kraszewskiego
Zabrali się wszyscy razem do szpitala
psychiatrycznego, razem córką starszej pani. W taksówce podała więcej
detali.
- Mama nagle doznała zapaści psychicznej – opowiadała
- w nocy wyszła wyrzucić śmieci, przewróciła się na schodach, ktoś wezwał
pogotowie. Nic fizycznie jej się nie stało, ale gdy sanitariusz zapytał co się wydarzyło, stwierdziła, że narciarz na nią najechał. Zjeżdżał odpychając się kijkami.
>>Narciarz?<< – dziwił się
mężczyzna z pogotowia – >>może człowiek w kominiarce? Włamywacz zbiegał z
góry?<<
Nie. Mama upierała się wciąż, że narciarz w pełnym rynsztunku zjeżdżał
z pierwszego piętra po schodach.

Historia zakończona happy endem, nowy
sąsiad odwiedził starszą panią, wyjaśnili sobie wszystko. Opowiedział zdarzenie
lekarzom i nie tylko przyczynił się do zamknięcia kobiety w szpitalu, ale i do
jej wypuszczenia.
Ot opowieść, brzemienna w refleksje,
prawda….

Trzeba ufać najbliższym, nawet jeśli psychiatra orzeknie chorobę, nawet jeśli rzeczywiście Wasza kobieta jest chora, uwierzcie jej, tak jak ona wierzy w swój świat.