Dziś ciężko o samotność. Ciężko, gdyż tu dzwoni, tam gra, ówdzie plumka, z przodu mówią,  z boku piszą…
Kurna! Czy pamiętacie, kiedy ostatnio poczuliście wokół siebie błogą ciszę czy nawet ciężką pustkę? Czy pamiętacie jeszcze czas, gdy – by cieszyć się przyjaźnią – koniecznością było wyjście z domu? Dziś, wystarczy się zalogować. Co
tam! Wystarczy nie wyłączać komórki, radia, telewizora. Mieliście osobliwe przeświadczenie
- patrząc na komunikator, na którym nie było nikogo online – że
zostaliście sami? Uczucie na kształt wirtualnej samotności?
Irracjonalne, przecież w sieci zawsze ktoś jest.
Często, nie zdajemy sobie sprawy z tego  – jak rozwój mediów wpłynął na
nasze życie. Spójrzmy więc na bardziej jaskrawy przykład – weźmy środowisko
głuchoniemych, powiedzmy jakieś 15 lat temu. Wyobraźmy sobie relacje
Głuchego z otoczeniem. Najczęściej słysząca jego rodzina, niezbyt osadzona w języku miganym -  kończyła kontakt
na pytaniu  roboczym, typu: jesteś głodny?  Nic Cię nie boli? Najbliższa osoba, z którą niesłyszący mógł pomigać, mieszkała, średnio,  30-50 km dalej. Wyobraźcie sobie, jakim błogosławieństwem dla ludzi niesłyszących jest technologia GSM, Internet.
Teraz popatrzmy na siebie, czy postrzegamy przemiany podobnie? Może  jest to dla nas zwyczajność? Wszak możemy obyć się bez komórki. Telewizji też nie trzeba oglądać, z radiem mógłby być problem, bo jest codziennym tłem. Bez radia czy muzyki jest pusto, prawda? Ktoś mówi, inny śpiewa,  jest śmiech, jest złudzenie, że jesteśmy w stadzie, wirtualnym trochę, ale instynkt przyjmuję tę nowoczesność.

Teraz do sedna – skąd biorą się single, czy to rozpasanie moralne czy znak czasu? Czy dziś, gdy ciężej o poczucie (potrzebnej czasem) samotności, single zatrzymują część życia sobie, akceptując swe osamotnienie?  A może to ciężki uraz serca?

„Lęki singli nie są bezpodstawne. Obecne pokolenie trzydziestolatków bardzo często wychowywało się w rodzinach rozbitych albo w takich, które od rozpadu powstrzymywała tylko presja społeczna i religijna. Negatywne nastawienie wobec instytucji rodziny jest u nich powszechne. Nie chcą być sami, ale chcą mieć pewność, że ich związek będzie oparty na relacji, a nie na ślubie — czy jak to często mówią — „papierze”. Single szukają w bliskiej relacji tego, czego nigdy nie zaznali w rodzinie. Szukają ciepła, bliskości, uczuć. Trudno im jednak sformułować alternatywę wobec związku, jaki widzieli we własnym domu i w najbliższym środowisku. Nie potrafią sami znaleźć wyjścia, więc bezkrytycznie przyjmują to, co podsuwa im kultura.
całość >>

Dobra, teraz tak. Czterystu znajomych na Naszej Klasie, pięćdziesiąt sympatii na cyberswatce… Stu dwudziestu przyjaciół na komunikatorze… Bliscy dyskutanci na forach. Ulubieńcy w filmach. Prawie – rodzina w każdym serialu.  Wchodzimy w jakiś pieprzony taniec simulacrum, obłapując -  w  wariackiej kręciole – coś, czego nie ma.
Mnożymy istnienia w bytach realnych i cyberkulturalnych, mieszamy
życia, tak naprawdę jest nas o niebo więcej niż prawdziwych dusz.
Samymi kreacjami aktorskimi można zalepić samotność połowy ludzi na
świecie. Czy ten aspekt, można by rzec – przepełnienia, daje siłę do walki w pojedynkę? Czy rzecz ma się tak samo jak z podróżą? W niebezpieczne lub zwyczajnie nieznane krainy  – zabieramy towarzystwo, by chronić się wzajemnie, czy nie nudzić, a tam gdzie wiemy – że nie będziemy samotni, bierzemy tylko własny tyłek? Wolimy podróż w samotności, prawda? Są różne jej rodzaje podróżne, samotność od żon, od dzieci, od kogokolwiek.

Panowie,  Ci – którzy macie wachlarze pełne dam, sami dobrze wiecie, że
brak Wam asa. Owszem nawozicie grunty, dbacie, codziennie witacie się i
żegnacie. Żyto uśmiecha się do Was, gdy tylko przejedziecie po nim
dłonią… ale raz po raz zostaje Wam puste rżysko i chleb żre kto
inny. Wystarczy, że zabraknie prądu i będziecie zmuszeni wyjść na ulicę, często już tak mocno wyalienowani, że nie potrafiący oczarować kobietę w świecie realnym.

Singiel – cóż, jak by nie patrzeć – kręci się tylko w kółko i szybko kończy.