Co kryje się pod ciekawością – nie prostą przecież – czy jesteś szczęśliwa? Pytacie wówczas, czy babeczka uśmiecha się często, czy radość z niej wypływa, czy pochlipuje po nocach, a może czy popada w melancholijne zadumanie?
Szczęśliwym się nie jest, szczęśliwym się bywa. Wszyscy znamy ten nagły impuls, chwilę, uderzenie w głowę i serce, promieniujące aż po koniuszki nerwów. Jednego ogarnia wtedy wzruszenie do łez, inny chce śpiewać, trzeci wykrzykuje coś nagle, następny zrywa się do szaleńczego biegu…
Kiedy zwykle czujemy szczęście? Nie ma reguły. Przy świeżej bułce rano, przy codziennej czynności w pracy, za kółkiem w samochodzie, po przebudzeniu w wolny dzień, przy pewnej muzyce. Co zrobić, jeśli od dawna nie poczuliśmy tej błogości?

Przedsionek musi być pusty. Gdy leżą tam buty innych gości – szczęście nie wejdzie. Czasem czujemy, że jest tuż – tuż, prawda? Czasem już prawie skóra reaguje, ale nie, przechodzi bokiem, z bólem niedoszłego orgazmu. Niespodziewanie przypomina nam się, że coś jeszcze musimy zrobić, że coś zalega. Wtedy właśnie czas pozamykać wszystkie sprawy. Te buty w przedsionku, to symbol niedokończonych przez nas działań. Całkiem zwyczajnych, codziennych. A to zaległa wizyta u kolegi, nie napisany referat, wywiad,  odwlekany stomatolog, egzamin, reperacja kranu u babci. Zapadają w nas te obciążenia głęboko a tasujemy nimi tak, by dobrze poukładać. Jak gości przy stole, by się nie pogryźli. Gdy ich już ułożymy, nakarmimy i gdy wyjdą, wówczas oddychamy pełnymi płucami. Wtedy jesteśmy gotowi.

Szczęście działa jak tchórzliwy generał, wysyła zwiad,  przelecą po mózgu aż skóra zdrętwieje, ale jeśli znajdą jakieś kamasze, to nie będzie radosnego wejścia wojsk. Zdobywa teren – tylko – gdy jest czysto.
Kurcze, a może instytucja szczęścia to jakiś biologiczny CTRL+S, taki swoisty „zapisz”? Może wówczas w organizmie zachodzą zmiany – zapisują się w archiwum zakończone, załatwione sprawy. Program zamyka się, można otwierać następny. Może to impuls, siła do dalszej walki. Zakończyłeś wszystko? Bierz się trutniu do roboty! Uczucie szczęścia – bez dwóch zdań -  daje silną świeżość, następną porcję wiary i energii.

Czasem nie da się wytrzymać, gdy szczęścia długo nie ma. Sięgamy po magnez, narkotyki, po alkohol. Po namiastkę, by przez chwilę poczuć się wolnym, by zapomnieć. A przecież wystarczy poukładać sprawy! Tak, łatwo mówić. Trzeba ubłagać kochankę by w końcu odeszła od męża, przecierpieć zakaz częstego spotykania się z własnym dzieckiem, pogodzić się ze znienawidzonym kuzynem czy  uśmiechnąć się do myśli o umierającej mamie. Jeśli nie damy rady pewnych spraw szybko zamknąć, może wystarczy się z nimi pogodzić? Też łatwo rzec – pogodzić. Pogodzić, to zaprosić, przyjąć, by w swoistej materii, sytuacji przebywać już do końca. Pogodzić, czyli trzymać ichnie buty w szafce dla domowników, nie w przedsionku.

Często mamy swoje miejsca, uważamy, że ówdzie jesteśmy szczęśliwi. Niech to będzie cudna działka w Bieszczadach, czy miejsce na ręcznik na najbardziej popularnej plaży świata. Żeby tam pojechać, kończymy pracę, bierzemy urlop, załatwiamy wszystkie zaległe sprawy, opłacamy rachunki…
Recepta na szczęście – pusty przedsionek. Szczęście nie czeka w Cisnej czy w Rio de Janeiro, a chodzi za nami jak pies. Wpatruje się, ale nie skomli, więc nie zdajemy sobie sprawę, że jest blisko. Przedsionek jest gdzieś w nas, można spróbować go zlokalizować, oby nie wyglądał jak buda. Oby szczęście nie okazało się -  tylko następną w kolejce po dopaminach i fenyloetyloaminach – serotoniną.

Gdy pytacie kobitkę – czy jesteś szczęśliwa, odpowie Wam czy radzi sobie w życiu, czy oddycha pełną piersią, czy też może jest zawalona sprawami, których nie ma siły podnieść.