Warszawa pachnie inaczej.
Nie mówię o pomieszanej woni kawy, fast foodu, drogich perfum, nowych książek i toalet. Warszawa pachnie mnogością genów, podobnie jak duże lotnisko międzynarodowe, gdzie można spotkać taką różnorodność ludzką, że nie trzeba słuchać opowieści w poczekalni, wystarczy popatrzeć w twarz, na ruch, spojrzenie, gest.

Siedem sekund tak? Pierwsze wrażenie i już wiemy czy ktoś nam się podoba czy nie. Czy niewidomy też miałby szansę zakochać się w kilka sekund? Tak. Nosem.
Mimo, iż znamy pojęcie feromonów, nie do końca zdajemy sobie sprawę, że babeczki ostatecznie akceptują facetów nosem. Jeśli zestaw męskich genów pachnie w określony sposób – wariują. Swego czasu zrobiono badania, gdzie kobietom dano do obwąchania męską bieliznę. Wywęszyły trop idealnego partnera – bezbłędnie. Jak psy. Fascynujące i przerażające.

Dobra, teraz jak powyższe ma się to do stanu zauroczenia osobą z sieci? Wszak widzimy tylko płaskie zdjęcie i czarny maczek w mailach.
Panowie, nie blablajcie tygodniami z babeczką w Internecie. Raz, dwa na spotkanie. Ciężko jest przeżyć zderzenie rzeczywistej babeczki z jej – skądinąd zawsze cudnym – wyobrażeniem. Do zdjęcia i mentalności przypisujecie zmysłowy głos i erotyczny zapach, a tu klops, przyjdzie dama i zaskrzeczy Was aż do mentalnych torsji.
Można wcześniej usłyszeć ją przez telefon – powiecie – jasne, ale wciąż zostaje temat zapachu. O ile dobrze pamiętam, też macie nosy. A jeśli kobitka będzie pachniała genetycznie jak babiszon, którego w życiu nie zdecydujecie się dotknąć, a nie daj Boże, na dodatek, używa takich samych perfum jak pani Lusia, Wasza znienawidzona sąsiadka z wiecznym tchnieniem naftaliny?

A gdy przyjdzie totalny ideał?
Fenyloetyloamina wybucha w czwartej sekundzie. Hormon odpowiadający za uczucia, nagły dopalacz, euforia. Podobny stan można jedynie uzyskać jedząc czekoladę, niektóre sery pleśniowe i pijąc wodę różaną. Naturalnie nie rozmawiamy o syntetykach.
Lubicie, gdy kobieta się rumieni prawda? Podświadomie, prawidłowo odbieracie komunikat. W kulturze przyczepiono łatkę, że czerwieni się tylko winny. Noradrenalina (hormon miłości) powoduje przyspieszenie bicia serca i wzrost ciśnienia. Spotykasz się  z babeczką a ta się zaczerwieniła? Podobasz się jej – nie ma złudzeń.
Eee tam, w dzisiejszych czasach jadąc w windzie i widząc zaczerwienionego faceta, baby myślą jedynie – oho! zaraz się zacznie! pewnie puścił cichacza. Uważajcie, bo mylna interpretacja działa też w drugą stronę – przypomina się kabaretowy monolog – popatrzył na nią tak, iż poszła fama, że kocha nad życie a on zwyczajnie doznał uczucia niechybnej eksplozji – nie miłości a – sraczki.
Ot, życie.

Czy faktycznie można umrzeć z miłości? Można. Poziom fenyloetyloaminy w mózgach osób nieszczęśliwie zakochanych, w depresji czy samobójców jest obniżony. Chemiczna śmierć. Dbajcie, zatem, o siebie. Macie bardzo zły dzień? Zaraz skoczcie na róg po czekoladę nadziewaną spleśniałym serem.
I flaszkę, niekoniecznie różaną.

Ps. z tym węszeniem miłości zdarza się czasem tak, że niektóre babeczki węszą po męskiej bieliźnie z wyczuleniem na zapachy – kurde – swojej płci. Zboczenie takie, niedoskonałość umysłu lub charakteru,  może choroba, zatem uważajcie na kobiety z „nosówką”.