Znajomy napisał na Facebooku:

Czytając w tramwaju straciłem dziś równowagę i wgnieciony w ścianę czekałem na ustanie wrednej siły odśrodkowej, co mnie od ziemi próbowała oderwać i na deski posłać.

- o, właśnie – zwrócił się wtedy do mnie jakiś dżentelmen. – chwytny ogon to by się człowiekowi przydał, co? mógłby się pan złapać.

- a tak, rzeczywiście – odpowiedziałem. grzecznie, jak to do wariata. choć oczami wyobraźni już widziałem cały tramwaj dyndający sobie spokojnie w dwóch rzędach pod sufitem i pogrążony w lekturze.

- mój mąż tęskni za tym ogonem od dwudziestu lat – dodała wtedy siedząca obok niego i nieco zrezygnowana małżonka.

- chodzi mi przede wszystkim o to, że takim ogonem można by komuś dyskretnie przypierdolić. to jest błąd ewolucji – zaczął się irytować ten pan.

zanim zdążyli się pokłócić, wysiadłem. ale już było po mnie. dzień upływa na poszukiwaniu zastosowań dla chwytnego ogona. a to nos swędzi, a to kawy bym się, nie przerywając pisania, napił. tu długopis upadnie, a tu nagle się trzeba walnąć w łeb. a kochankowie, czule objęci ogonami? jak wygodnie, obie ręce wolne! ciągle coś. błąd ewolucji.

I miałam ochotę odpisać znajomemu na Facebooku, że pewien naukowiec, nie pomnę nazwiska, przedstawił zjawisko poparte badaniami, iż nie warto rozbudowywać dróg w mieście. Cokolwiek się nie zrobi i tak będą korki. Lepiej poszerzać przestrzeń zieleni, tworzyć drogi rowerowe. Co mówiły badania? Podobno, gdy da się miastu większą przepustowość, i chwilowo zrobi się tzw. luz na mieście, natychmiast zostanie to wykorzystane przez osoby, które do tej pory nie jeździły własnymi autami ze względu na korki. Przesiądą się z komunikacji zbiorowej na własną.

To była konotacja. A wracając myślą ku ogonowi, zakładając, jak wiele by nam taki dodatkowy chwytacz uprościł… Wówczas widać ile zadań byśmy na siebie dodatkowo brali, bo przecież z dodatkową „ręką” moglibyśmy szybciej i więcej np. zarabiać. 

Tym sposobem, w najbliższych stuleciach kultu pieniądza, zbliżylibyśmy się wyglądem do ośmiornicy z wieloma mackami. Fizycznie, brakuje nam dodatkowej pary rąk by sprostać rzeczywistości, a mentalnie, bujamy się jeszcze na drzewach, obierając banana. Naukowcy liczą, że co trzeci człowiek nie nadąża za cywilizacją i popada w depresję. Biorąc co drugiego, który ratuje się nałogami przed rzeczywistością, mamy niebanalne pokolenie.

Na Wikipedii jest kategoria „Wymarłe ssaki Ameryki Północnej” nie wieszczę, ale tam pewnie pierwsze co pojawi się to HomoNewYorktikus. HomoWarsawius zaczyna już wynosić się ze stolicy, tylko poza nią są jeszcze możliwości pozostania człowiekiem. Och, boże jak patetycznie.

Generalnie, za bardzo rozpisałam to, co można powiedzieć jednym zdaniem; błąd ewolucji mamy między uszami a nie – pardonne moi – nad  dupą. Ale tego chyba nie wypada pisać znajomemu na Facebooku.

Wiem wiem, amerykanofile, puryści, katolicy i przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych,  to ja bujam się na drzewie, albo mam iść się bujać. Czego winszuję sobie,  mym najbliższym i sympatykom.

 

A dla męskich czytelników, ptak w grafice to alternatywa rozwoju Waszego ogona.  Zamiast zarabiać, po prostu podobajcie się kobietom, a kobiety będą Was pachnących i leżących utrzymywać. Zdaje się, że w tym zwrotnym kierunku, idziemy.

I bez złośliwości, tak sobie myślę, bo czemu by nie. Nomen omen i w ogóle.