Wtem! Wiadomość…

To było 11 września, młodzieniec ów oderwał mnie od smętnych filmów sprzed dekady. Wzruszyła się niepomiernie ma kobiecość, nie wiem – może przez ułamek sekundy.
Może wcale? Najpiękniejszą nie jestem, nawet dla niego – pomyślałam realnie. Boże, gdzie te
czasy, gdy wierzyłam w tak klasyczne teksty. Wtedy też piękna nie byłam, ale
głupsza owszem.
O naiwności, tęsknię.

22 września 2011
Nie wiedzieć kiedy mineło niemal dwa tygodnie – bach. Wiadomość…. Moment, czyżbym mu poprzednio nie odpisała?

Jak zajączek złapany w matnię. Nie, nogi mi drżą, gdzieżby,
ewidentnie nie wiem co zrobić. Dziś miał dobry humor, dodał uśmiech… Ale usunął słowo „kiedykolwiek”.
Jak to? Co to znaczy? Znowu włącza mi się kobiecość. Idź precz skrętomyślne babsko.

11 października 2011

Odpisałam mu czy nie odpisałam? Nie wiem jak wytrzymał beze mnie prawie
miesiąc, ale najwidoczniej wział do serca moje milczenie i dodał z powrotem
„kiedykolwiek”.


28 października 2011

Chyba jednak mu nie odpisałam. Znowu usunął „kiedykolwiek”. Tego już za wiele, nie będę przyjaźnić się z tak chybotliwym typem.
Foch.

Dobrze, że z następnym jestem w połowie znajomości:

Sama nie wiem. Odpisać mu? Na pewno jest naleśnikowym psychopatą.