Często używacie funkcjonalności „Zaczep użytkownika” na Facebooku? Po mojemu – nie ma ona sensu istnienia. Bo oto, nagle, przychodzi mail, że ktoś nas zaczepia… Ani nie ma klikadła „Odczep się”, ani też odpisać do takiej osoby – bo co odpowiedzieć? „Tak, tak żyję. Zadzwonię jak tylko znajdę chwilę.”
Natomiast, owa felerna funkcjonalność powinna dobrze działać pod inną nazwą – mianowicie: „Myślę o Tobie”.

Gdyby Seks miał profil imienny na Facebooku… dostawałby dziennie – (ilu użytkowników ma FB?) mniej więcej 450 milionów wiadomości. Przy skromnym założeniu, że myśleliby o seksie tylko raz dziennie. Gdyby to połączyć z reklamami kontekstowymi… pomyślcie teraz o Kasie. O kasie, nie o Kasi. O dutkach, salarach, pieniądzach. Ileż mamony można zarobić na tylu użytkownikach.
Swoją drogą, ciekawe ile wiadomości dostawało by Nic albo Jarosław Kaczyński.
Nie potrafię sobie wyobrazić, że można codziennie myśleć o niczym, ale podobno 3 mld ludzi codziennie myśli o niczym. Ostatnio, w realu dwóch panów starało mi się to wybić z głowy. Twierdzili, że oni zawsze o czymś myślą. Ależ naprawdę nie ma się czego wstydzić, to takie męskie – myśleć o niczym.

Zadano mi pytanie – czy na Facebooku można znaleźć miłość? Rozpatrując to pod względem technologicznym – jak najbardziej można. Można nawet założyć swój fanpage, dać płatne ogłoszenie o poszukiwanej partnerce, dokładnie wybrać grupę docelową (Zdaje się, podziału na blond, rude i brunetki, nie ma). Można stworzyć wydarzenie „Szukam żony”, ustawić datę na Sylwestra i czekać.

Wartało by też założyć grupę wsparcia, albo skorzystać z istniejących;

Szukam dziewczyny ze wsi z ziemio
Szukam faceta na wzór Kmicica z „Potopu”
Szukam żony, mama kazała!
szukam męża, który dobrze gotuje!!!

Dobrze. Wróćmy do funkcjonalności „Myślę o Tobie”.
Wyobraźcie sobie, że przechodzicie przez czyjś profil i klikacie na nią. Do kogoś trafia cyfrowa wiadomość, że myślicie o nim. Bardzo wygodna opcja, owszem – i przypatrzcie się – ma coś z telepatii. Takie jej zaczątki – ale załóżmy, że Facebook da radę i niedługo będziemy przesyłać sobie myśli bez maili.

Wtedy dopiero będzie się działo. Wyobrażacie sobie tę sieć zależności, tę pajęczynę myśli? Komunikacja bez Internetu. Nie trzeba by było używać Google. Wystarczyłoby  pomyśleć;
tee Tomek, ile kupić rolek tapety na 16 metrów pokoju?
Aga, do kartofli jedna łyżka soli, czy dwie?
Monika, gdzie ty, do cholery, jesteś?
Obama, a ten twój wodołaz portugalski miał już nosówkę?

Najgorsze, że trzeba byłoby wtedy wyodrębnić myśli do nikogo. Specjalnym tagiem, żeby do nikogo nie trafiały. Mało tego, tysiące zapytań krążyłyby nam po mózgu, od masy osób. Od obcych też. Nie wiem czy i nie od zwierząt.

Taaa… Nie wiem jak Wy, ale ja zostaję przy Internecie i przy funkcjonalności „Zaczep użytkownika”.