Boski akt

O boski akcie natychmiastowej komunikacji!
Nie jest ważne, że Dworzec Główny we Wrocławiu jest w przebudowie – zapienione jednostki, absolutnie nieprzystosowane do realizmu peronu, właśnie kończą wymianę zdań z przedstawicielem kolei, kpiąc, iż pracownica zapowiadająca przez megafon musiała dorabiać w „Misiu”. Połciąłg Intełsiłty doł Wałszałwy.. omn nom omm.

Dziś, o wiele większym emocjonalnym wyzwaniem, niż kiedyś, jest oczekiwanie w nieświadomości, na zapowiedź, na który peron wjedzie pociąg. Obserwując żywiołowość pasażerów, musi to być – niebyt obłędnie bolesny. Nie wiedzieć czegoś – aż przez 5 minut. Ani wujek G. ani ciotka Wiki nie pomogą. Kompletna dezorientacja. Przerwa w życiu.

Do przedziału wchodzi kobieta. Lokuje się po przekątnej, wsadza dłoń między uda. Patrzy to w okno, to w okno. Naprzeciw niej, siedzi starszy mężczyzna, nie dał sobie zakładki czasowej na przybycie, jeszcze łapie oddech. Obok kobiety miejsce wylosowała dama, uboga, ale z klasą. Lewą ręką przytrzymuje czasopismo kobiece, prawą obejmuje się w pasie. Jest chłodno.
Mija pół godziny. Nic się nie zmienia, oprócz krajobrazu za oknem. Nikt nie komunikuje. Nie wiedzieć gdzie podziało się Natychmiast.

Dziś normy społeczne wyznacza nam technologia. Kiedyś, zwyczajnie potrafiliśmy czekać. Niegdyś, wysyłaliśmy papirus, po miesiącu przychodziła odpowiedź z odbitym w wosku pierścieniem. Obecnie, to samo, załatwiamy w pół minuty. Zastanawiam się, co dawniej robiliśmy przez ten miesiąc?

Ale do rzeczy: teraz tak, Panowie, jeśli wyjeżdżacie i macie zamiar powrócić na stację – zakomunikujcie kobiecie to natychmiastowo.  Natomiast, jeśli nie macie zamiaru wrócić – tu przejdźcie to tradycyjnego trybu, niech ta wiadomość dochodzi do niej przez miesiąc. Podbramkowo, można spróbować metody z kluskami. Nieł kołchałm ciełm jułż, nom omn omm.