To było 11 września, młodzieniec ów oderwał mnie od smętnych filmów sprzed dekady. Wzruszyła się niepomiernie ma kobiecość, nie wiem - może przez ułamek sekundy.
Może wcale? Najpiękniejszą nie jestem, nawet dla niego - pomyślałam realnie. Boże, gdzie te
czasy, gdy wierzyłam w tak klasyczne teksty. Wtedy też piękna nie byłam, ale
głupsza owszem.
O naiwności, tęsknię.
22 września 2011
Nie wiedzieć kiedy mineło niemal dwa tygodnie - bach. Wiadomość.... Moment, czyżbym mu poprzednio nie odpisała?
Jak zajączek złapany w matnię. Nie, nogi mi drżą, gdzieżby,
ewidentnie nie wiem co zrobić. Dziś miał dobry humor, dodał uśmiech... Ale usunął słowo "kiedykolwiek".
Jak to? Co to znaczy? Znowu włącza mi się kobiecość. Idź precz skrętomyślne babsko.
11 października 2011
Odpisałam mu czy nie odpisałam? Nie wiem jak wytrzymał beze mnie prawie
miesiąc, ale najwidoczniej wział do serca moje milczenie i dodał z powrotem
"kiedykolwiek".
28 października 2011
Chyba jednak mu nie odpisałam. Znowu usunął "kiedykolwiek". Tego już za wiele, nie będę przyjaźnić się z tak chybotliwym typem.
Foch.
Dobrze, że z następnym jestem w połowie znajomości:
Sama nie wiem. Odpisać mu? Na pewno jest naleśnikowym psychopatą.
Panowie, macie wierzącą partnerkę i w związku z tym ograniczenia w sferze seksu? Wyślijcie ją do kapucyna z Krakowa. Bez skojarzeń, nomen omen. O duchownym głośno było z powodu jego seksualnych rekolekcji.
Z listów do ojca Ksawerego, kapucyna mniejszego: - „Czy jest grzechem, jeśli używamy języka, którym przyjmujemy Jezusa, do pieszczot genitaliów? Zgodziłam się na to po 14 latach małżeństwa. Dla mnie okolica moczowo-płciowa to wciąż sfera nieczysta. Boję się, że znieważam Jezusa”.
- „Osiągam orgazm tylko łechtaczkowy. Problem
polega na tym, że mąż doprowadza mnie do niego bezpośrednio przed
współżyciem. Proszę Brata, nie wiem, czy to jest już grzech ciężki?”.
- „Współżyłam z mężem i nie miałam orgazmu
w trakcie stosunku, więc mąż starał się mnie zaspokoić po. Wszystko
trwało sekundy. Potem zastanawiałam się, czy to nie były dwa orgazmy
podczas jednego stosunku?”
Ojciec Ksawery:„Ilość orgazmów nie podlega ocenie moralnej”.
Polać temu panu. Złota myśl z ciekawego artykułu, gdzie znajdziecie odpowiedzi na pytania ciężkiego kalibru Seks w licheńskim sanktuarium.
A my lecimy dalej. Włączcie poniższy materiał.
Skąd w osobach wierzących ta - nazwijmy to - subtelność seksualna? Czy na pewno wynika z wiary? Czy zamieszczone tu nagranie głosu słuchaczki RM nie jest wyrazem - raczej traumy, przeżytego negatywnego zdarzenia, złych wspomnień, aniżeli blokad powstałych w duchu miłości do Boga?
Co to za radość, gdy przed seksem następuje błyskawiczna ocena, robię źle, robię dobrze, Pan Jezus usiadłby na kamieniu i spuścił głowę. Maryja odwróciłaby się tyłem. Czy Kościół wypiera zezwierzęcenie? Czy tym właśnie dla wierzących jest seks?
Katalog pieszczot dozwolonych Na stronie O. Ksawerego czytamy: Nie można stworzyć „katalogu pieszczot dozwolonych”. Można natomiast
badać swoje sumienie i rozmawiać ze sobą o swoich odczuciach.
A pierścienie
wydłużające erekcję, kuleczki dopochwowe, środki chemiczne wzmacniające
podniecenie?
To już, wg O. Ksawerego, "przekroczenie granicy ze szkodą dla więzi małżeńskiej, gdy
małżonkowie zaczynają stosować różnego typu stymulatory. Pomysły te mają na celu sztucznie wywołać i spotęgować
przyjemność, umożliwić czerpanie jej więcej niż daje cielesność dwóch
kochających się osób, jakby na siłę „wycisnąć” ją ze swoich ciał."
Czy istnieje pojęcie gradacji grzechów seksualnych? A czy, patrząc
zwyczajnie, bez wiary na seks - nie da się zauważyć, że im jest
wymyślniejszy, im więcej gadżetów użytych, im więcej ludzi w nim
uczestniczy, tym bardziej gubi się poczucie emocjonalnego spełnienia? "Gdy małżonkowie wejdą na taką drogę – nie respektowania swojej
cielesności - zaczną staczać się po równi pochyłej. Ciągle
niezaspokojeni będą niebezpiecznie instrumentalizować i banalizować akt
małżeński kosztem zanikania prawdziwej, głębokiej więzi."
"Współudział w grzechu współmałżonka - gdy w małżeństwie istnieje różnica poglądów"
Inspirujący temat dla egoistów. Co ja mówię, nawet bez egocentryzmu, wystarczy, że zwierzę pokocha anioła i jest dramat. Z obu stron. Wytłumacz takiemu, że nie chcesz "tego tam" do ust wziąć. Bo grzech. Boże jaki on jest brzydki, nie dotykaj mnie nim. No dobrze, ale szybko, jutro pójdę do spowiedzi.
Dla pełniejszego obrazu dodam głos świeckiego specjalisty od seksu, Lwa Starowicza:
- Zakonnik ma prowadzić wykłady dotyczące seksu? To nienormalne.
Jaką wiedzę o seksie może mieć ojciec żyjący w celibacie? To trochę tak,
jakbym ja miał nauczać o prawdach wiary. To całkowite nieporozumienie. Źródło>
Czy można zgodzić się z tą opinią? Przecież nawet człowiek w celibacie ma seksualność. Czuje sekualność innych. Sam akt jest tylko spełnieniem, a reszta to całe misterium, które - jeśli jest otwarty - może przeżyć każdy.
– Sposób mówienia zakonnika
bywa zabawny, bo to słownictwo archaiczne. Nienaukowe, nieneutralne. Ja
bym to nazwała poradnictwem duchowokościelnym, nie
małżeńskoseksuologicznym – ocenia doktor Alicja Długołęcka, pedagog i
seksuolog. Ale cieszy ją, że ktoś w Kościele zajmuje się seksem. – Świat
małżeństw katolickich jest obcy dla tak zwanych zwykłych psychologów i
seksuologów. Przekaz Knotza jest im potrzebny, bo jego sposób
rozumowania uwalnia ich z poczucia winy.
– No i przecież terapeuta alkoholików nie musi sam być alkoholikiem, by
wyciągnąć kogoś z nałogu – twierdzi doktor Wiesław Ślósarz, seksuolog i
psycholog.Źródło>
A gruby dietetyk? Ripostuje Długołęcka.
Jedno jest pewne. Seks jest boski.
Nie każdy wierzący ma ograniczenia seksualne, ale w razie napotkania oporu warto zgłębić temat. I jeszcze jedno, o czym pewnie pomyśleliście - nie każdy kto ma ograniczenia jest wierzący. Ale to juz temat na inną pogadankę.
Czytaj także: Owieczki, czyli jak nie podrywać w imieniu Jezusa.